Początek roku, to dla większości z nas podejmowanie nowych planów i wyzwań na otwierający się rok. Nie inaczej jest w przypadku Bartka. I tak, jak w roku 2019 naszym wielkim celem było „przesiadka na aktywny wózek”, to na rok 2020 będziemy mieli „WSTAJEMY NA WŁASNE NOGI!”

Aby ten plan zacząć szybko realizować, już 2 stycznia wybraliśmy się na… kolejny turnus rehabilitacyjny w Neuronie. Znów wylądowaliśmy w oddziale kliniki w bydgoskim Fordonie. Nasz turnus trwał do 11 stycznia, a więc niby tylko 10 dni, ale Bartek po tym okresie był baaardzo zmęczony. Sporo spastyki w nogach, usztywniona prawa ręka, to były oznaki dużego zmęczenia. Sztuka rehabilitacji polega na dochodzeniu do granicy przemęczenia, ale bez przekraczania tejże granicy! To przecież mogłoby doprowadzić do regresu w zdrowieniu lub nawet ataku padaczkowego – tak właśnie reagują pacjenci neurologiczni na zbyt duże obciążenia.

Plan dnia, jak zwykle, był mocno upchany.

.

Codziennie zaczynaliśmy od 2,5 godzin kinezyterapii z Rafałem i Pawłem, a ci goście potrafią dać w kość. Następnie 30 min Salusa.

.

15 minutowa przerwa nie pozwalał nic zjeść. Ograniczaliśmy się do kilku łyków wody, bo o 12:15 zaczynaliśmy godzinną sesję na lokomacie. Uwierzcie nam, po takiej serii ćwiczeń, jaką Bartek przyjmował od rana, nawet zdrowy człowiek by padł i błagał o litość.

U nas w rozpisce pojawiała się wtedy przerwa obiadowa. Dawała ona szansę na spokojne zjedzenie zupy i drugiego dania, a następnie ok. 45 minut wytchnienia w łóżku.

14:45, to znów kinezyterapia z Markiem, z czego pierwsze 30 min przeznaczaliśmy na terapię ręki, a kolejne pół godziny – pionizacja.

.

.

A potem już było z górki…

  • godzina logopedii,
  • terapia wzroku.

Każdy dzień kończyliśmy godzinnym pobytem w komorze hiperbarycznej, w której Bartek wdycha tlen pod wysokim ciśnieniem.

I w ten sposób, nie wiadomo kiedy, zleciał kolejny turnus. Teraz wybieramy się na 2 tygodnie do domu, a następnie kolejny 2-tygodniowy turnus, tym razem w Małym Gacnie.